Czeski rajd, słodko-gorzki.

Nasz udział w miniCZAR miał słodko-gorzki smak. Słodki, bo po kilku latach w końcu udało się ukończyć zawody z kompletem PK i ostatecznie uplasowaliśmy się na 4 miejscu MM. Gorzki bo skumulowało się kilka błędów i pechowych sytuacji które nie pozwoliły nam na walkę o więcej. Z jednej strony może i lepiej, że wszystko przytrafiło się na jednym rajdzie, może na następnych się to nie powtórzy, z drugiej jednak, szkoda akurat tego rajdu.

Plan był, żeby powalczyć z naszymi, z Team 360, jednak szybko nastąpiła weryfikacja. Już na pierwszym etapie z PK2 do PK3 wybraliśmy zły wariant i straciliśmy z 10min. Wracając do bazy mijamy ekipy na rowerach, trochę poddenerwowani nie podbijamy PK w bazie. Oczywiście zdążyliśmy już przejechać kawałek na rowerach i musimy się wracać – kolejne 10min straty. Motywacja leci w dół, na szczęście na początku roweru jadą z nami Konwalie, wiadomo jak to jest 😀 Dalej robimy swoje i powoli wyprzedzamy kolejne ekipy.

Na przepaku widzimy Team360 jest tylko o ZS na linach do przodu,, nie ma źle. Sprawnie się ogarniamy i lecimy na ZS, a dalej na bno. Idzie dobrze, aż do czasu kiedy Czita wpadł do dziury i skręcił kostkę. Zapadła cisza, wiedziałem co może oznaczać – koniec zawodów. Jednak wyciągam bandaż i Czita owija kostkę, idziemy do przodu. Po zgarnięciu wszystkich PK poprawka opatrunku. Znowu czas ucieka, ale Seba zagryza zęby i lecimy dalej. Na bolscrosie mijamy chłopaków, mamy 30min straty, ciężko będzie. Gdy kończymy bolscrosa widzimy Polską ekipę Salomon, wiedząc, że są zaraz za nami tempo do następnego PK jest dość szybkie, żeby nas nie wyprzedzili 🙂 Udaje się nam i do końca etapu jesteśmy przed nimi. Siadamy na rower, na początku jedziemy pod wiatr. Mapę mamy z zaznaczonymi szlakami, a że mają dużo szlaków rowerowych to korzystamy z nich. Idzie dobrze, ale za PK 26 awaria. Pęka mi śruba od siodełka (powtórka z Rajdu w Gliwicach, chyba mam za ciężką dupę 😉 ) i zaczynamy kombinować. Próbujemy coś połatać z plastra i smyczy, ale nic to nie daję, jedziemy. Przy pierwszym gospodarstwie widzimy gościa i pytamy go o śrubę, śrubę ma ale narzędzi nie. A w zacisku od siodełka został kawałek śruby i nie szło po prostu przykręcić nowej. Jedziemy dalej, ale jest to to płaski rajd i ciężko jedzie się na stojąco, po kilku próbach naprawienia tego, zatrzymujemy się na dłużej. Przy pomocy kostki chodnikowej i imbusów udaję nam się wywalić zakleszczony kawałek śruby, jednak teraz okazuję się, że ta którą mamy jest za krótka. Niedaleko jest gospodarstwo, Czita tam poleciał i przyniósł nową. Udaje nam się to poskręcać i możemy jechać dalej. Straciliśmy ok. 1.5h na walkę z tym, teraz zastanawiamy się czy zmieścimy się w limicie. Zakładamy, że potrzebujemy 3h na ostatni etap bno. Udaję się nam zrealizować plan i mamy 3h na zaliczenie 12km w niełatwym terenie. Ogarniamy etap w 2,5 h i meldujemy się na mecie z kompletem PK. Niewiele brakowało, a wyprzedził by nas zespół żeński !!!

Jakby nie było, pierwsze miejsce i tak było poza naszym zasięgiem, generalnie to wygrał MIX, zaraz za nimi MM, „wsadzili” nam 4 godziny, na 160km trasie !!! Pokazuję to jaki u naszych sąsiadów jest poziom. Startujemy u Nas i cieszymy się, że walczymy o zwycięstwo, a pojedziemy tam i nawet nie liźniemy puda 🙂 (Igor z Piotrkiem załapali się na 2 miejsce MM).

Rajd należy do moich ulubionych, Czesi mają trochę inne podejście do przygody, które mi bardzo odpowiada, nie patyczkują się tak z uczestnikami jak robimy tu u nas. Tereny zawsze mają wymagające, a lokalizację PK w świetnych miejscach. Rajd który gorąco polecam.

~Krzysiek